rozdział II

Otworzyłam oczy i zdałam sobie sprawę, że już nie znajduję się w niszczonej przez Śmerciożerców wiosce. Ból już mi nie doskwierał, ręce nie były ubabrane w krwi, gdyż po ranie nie było śladu. Nawet moja ulubiona podkoszulka była w jednym kawałku.
Rozejrzałam się dookoła. Znajdowałam się w pustym i małym pokoju, w którym panował półcień. Przed sobą dostrzegłam drzwi. Były one lekko uchylone i wdzierało się przez nie ostre światło. Wstałam zatem z ziemi i ruszyłam w ich stronę. Otworzyłam szerzej drzwi i zajrzałam do środka. Usłyszałam ciche pomrukiwanie. Gdy mój wzrok przyzwyczaił się do jasnego pomieszczenia ujrzałam salon w naszym dworze. Rozejrzałam się oniemiała i nagle usłyszałam cichy jęk. Spostrzegłam, że na ziemi leży mój zwinięty w kłębek braciszek. Podbiegłam do niego szybko i upadłam na kolana.
-Tom -wymamrotałam zdumiona i przerażona.
Ten spojrzał na mnie oczami pełnymi lęku. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Trzymał się mocno na brzuch. Dopiero teraz ujrzałam, że wokół niego rozlewa się krew.
-Rebekah..-wyszeptał słabym głosem.
Delikatnie odsunęłam jego dłoń od brzucha i ujrzałam ranę postrzałową. Identyczną jaką miałam ja.
-Nie -jęknęłam cichutko i sięgnęłam do kieszeni od spodni, lecz nie było tam różdżki.
-Rebekah... -powtórzył cichutko.- T-to nic nie da... -dodał ciszej.
-Da! -Warknęłam zdeterminowana, szukając jego różdżki. Ten zamknął lekko oczy.- Spójrz na mnie. Spójrz, słyszysz? -Warczałam.-Nie zostawiaj mnie ty stary pierniku...
-Po-posłuchaj... Zabij.. Pottera -wymamrotał z zamkniętymi oczami.
-Nie! Ty to zrobisz.. Cholera, mam twojego horkruksa. Słyszysz? Mam go -mamrotałam spojrzawszy na niego smętnie. Delikatnie dotknęłam jego policzka.- Proszę.. Przecież musisz przeżyć... -jęknęłam cicho.
Ten zaprzeczył ruchem głowy. Spuściłam wzrok na jego ranę i po raz pierwszy od dawna po moim policzku spłynęła łza. Nagle Tom otworzył oczy i spojrzał na mnie zamglonymi oczami.
-Zrób to dla mnie -wyszeptał.- Proszę...
Spojrzałam na niego i pokiwałam głową, a po policzkach spływały mi łzy.
-Nie płacz... Bądź silna -skarcił mnie cichutko.
-Zostałeś mi tylko ty... Nie chcę cię stracić -jęknęłam zapominając o moich wszystkich ograniczeniach co do mazgajenia się i okazywania słabości.
-Przestań.. To nie godne ciebie.. Twojego nazwiska -burknął, patrząc na mnie srogo. Wiem, że gdyby był w pełni sił uderzyłby mnie za takie zachowanie. Pokiwałam zatem głową i otarłam policzki próbując nie płakać.
-Jak to możliwe? -Spytałam cicho.
-Bo chcę żebyś to ty zrobiła. Chcę żebyś.. żebyś zabiła Harry'ego Pottera -wyszeptał patrząc na mnie.
Znów pokiwałam głową.
-Dobrze... Zrobię to -wymamrotałam cicho.
Ten uśmiechnął się blado po czym powoli zamknął oczy. Nadal trzymałam jego dłoń, choć on nie odwzajemniał mojego uścisku. Ani trochę.
Wtem nie wyczułam jego oddechu. Umarł.
Łzy zaczęły napierać, ale ja nie dałam im spłynąć. Byłam silna.
Zamknęłam mocno oczy, a gdy je otworzyłam znów siedziałam oparta o płotek w wiosce mugoli. Spojrzałam na brzuch. Był zakrwawiony, koszulka była rozdarta, ale rany nie było. Nawet blizny, czy zadrapania. Zasmuciłam się. A jednak.. To prawda.
Wzięłam głęboki wdech i rozluźniłam się.
W dłoni ściskałam horkruksa Toma. Spojrzałam na niego i ogarnęłam się. Wstałam widząc, że Bellatrix pędzi w moją stronę.
-Rebekah! -Wrzasnęła przerażona.- Na brodę Merlina! Czarny Pan mnie zabije -bełkotała zaczynając oglądać mnie z każdej strony.
-Spokojnie, nic mi nie jest -mruknęłam.
-A-ale.. Ale krwawisz. Przecież mi tego nie wybaczy, bo to moja wina -mamrotała blada jak ściana.
-Bella -warknęłam ostro, a ta przymknęła się i spojrzała na mnie.- Mówię, że nic mi nie jest -dodałam spokojniej i pomacałam zakrwawiony brzuch.- Widzisz? Już po wszystkim...
-Słyszałam strzał -powiedziała cicho.
-Tom nie żyje -odparłam, patrząc na nią spokojnie.
-Co? -wydyszała zdumiona.
-Chodźmy -mruknęłam cicho i ruszyłam ścieżką, ściskając diadem w dłoni.
Ta spojrzała za mną, a ja po prostu teleportowałam się do dworu.

**Następnego dnia**
Wstałam z łóżka w podłym nastroju. Nie miałam na nic ochoty, ale też nie chciałam rozpaczać. Nie mogłam. Ruszyłam zatem jakby nigdy nic do łazienki. Przyszykowałam się, by w razie czego nie straszyć ludzi, ubrałam się i ruszyłam w stronę jadalni. Weszłam do środka i spojrzałam na długi stół zastawiony dla dwóch osób. Spojrzałam na krzesło przy szczycie stołu. Zarezerwowane dla Toma. Westchnęłam i usiadłam obok.
Wtem skrzaty przyniosły dwa talerze z jajecznicą. Jeden dla mnie drugi dla Toma. Zostawiły je, życzyły smacznego. Ja podziękowałam, a te wyszły niczego nie świadome. Spojrzałam na talerz brata, będąc sama w pomieszczeniu.
-Smacznego Tom -mruknęłam cicho i zaczęłam jeść.

**perspektywa Draco Malfoy'a**
Stojąc w salonie i udając, że słucham rozeźlonego ojca rozprawiającego na temat mojego zachowania, myślałem ile jeszcze zostało dni do rozpoczęcia roku szkolnego w Hogwarcie. To będzie mój szósty rok. Westchnąłem i uznałem, że muszę wytrzymać jeszcze miesiąc z jakże uroczym i miłym ojcem pod jednym dachem.
List ze szkoły jeszcze nie przyszedł. Mam się cieszyć? Smucić? Nie wiem. Nienawidzę Hogwartu. Tępa szkoła pełna tępych uczniów, którzy ranią.. Nawet nieświadomie. Mimo wszystko wolę przebywać tam niż tutaj w domu. Nie użyję sformułowania 'moim domu" bądź "domu mojej mamy". Powinienem raczej powiedzieć "domu mojego ojca". To on tu rządzi i rozstawia wszystkich po kątach. Nie szanuje mnie, ani mamy. Czasami staram się go zrozumieć, ale nie mogę. Po prostu nie potrafię.
Wtem monotonną gadaninę mojego ojca przerwało pukanie, które rozległo się po całym domostwie. Ten spojrzał na drzwi, widoczne z salonu po czym ruszył w ich stronę w milczeniu. Złapał za klamkę i pociągnął. Moim i jego oczom ukazała się Bellatrix. Kochana ciocia. Już kilka razy ratowała mi skórę.
-Witaj Lucjuszu, zastałam Narcyzę? -Spytała w lekkim uśmiechem.
-Tak, jest u siebie. Wejdźcie -powiedział.
Zdziwiony liczbą mnogą tego sformułowania ruszyłem w stronę ojca.
-Cześć Draco -powiedziała wesoło Bella stając obok ojca, a zaraz za nią weszła pewna dziewczyna.
Nie była to jednak zwykła dziewczyna. Na oko była w moim wieku, ale wyraźnie niższa ode mnie. Ubrana była w ciemne, krótkie spodenki, które odsłaniały jej zgrabne nogi. Dostrzegłem, że od prawdopodobnie kostki, zasłoniętej przez wysokie, pomarańczowe trampki, biegła dość szeroka blizna i zatrzymała się przy jej kolanie. Miała na sobie czarną bokserkę z dekoltem, na który z resztą z chęcią zawiesiłem oko. Jej ramiona były zakryte przez sięgający prawie po kolana czarny sweter. Rękawy były podwinięte po same łokcie, więc dostrzegłem cienką bliznę biegnącą po całej szerokości nadgarstka po wewnętrznej stronie. Kolejną bliznę ujrzałem na jej klatce piersiowej. Szrama biegła od mostka do jej prawego obojczyka.
Jej blond włosy opadały na ramiona i sięgały do połowy pleców. Pełne, różowe usta wykrzywione były ciągle w pięknym, delikatnym uśmiechu. A oczy? Na brodę Merlina! Gdy skierowała na mnie wzrok dostrzegłem głęboki brąz jej tęczówek. Duże oczy patrzyły na mnie spokojnie, a jej powieki torturowały mnie, gdy na ułamek sekundy zakrywały tę otchłań czekoladowej rozkoszy.
-Draco -w końcu dotarł do mnie głos ojca, który patrzył na mnie zdenerwowany.- Rusz się i zajmij czymś Rebekę.
Rebekah. Zatem tak nazywała się ta słodycz, stojąca zaledwie dwa metry ode mnie.
Pokiwałem tępo głową, nadal będąc oczarowany jej osobą.
-Tędy -wydusiłem z siebie, wskazując drzwi prowadzące do ogrodu.
Ta, przyglądając mi się ciągle, ruszyła w ich stronę po czym odwróciła ode mnie wzrok. Gdy to zrobiła otrząsnąłem się i pognałem w stronę wyjścia. Szybko otworzyłem przed nią drzwi, uśmiechając się szarmancko. Ta odwzajemniła uśmiech i wyszła na zewnątrz. Poczułem jak ciepło przemierza zakamarki mojego ciała i wyszedłem za nią.
Blondynka bez słowa ruszyła w stronę huśtawki w głębi ogrodu. Idąc za nią i napawając się jej zniewalająco pięknym zapachem ujrzałem dziwny kolczyk w jej uchu. Był w kształcie czarnego kolca i przekuwał jej ucho na wylot. Uśmiechnąłem się lekko i wtem dosłyszałem jej głos:
-Mam nadzieję, że nie gapisz się na mój tyłek.
Zaśmiałem się, a ta odwróciła się twarzą do mnie po czym usiadła na huśtawce.
-Jasne, że nie -odparłem najspokojniej jak umiałem.
-Uznajmy, że ci wierzę -mruknęła nadal z tym samym delikatnym uśmiechem.- Rebekah Riddle -przedstawiła się, a mnie prawie zwaliło z nóg.
-Riddle? -Wymamrotałem zaskoczony.
-Tak, a ty Draco Malfoy. Oszczędźmy sobie tych dziwnych zwyczajów witania się. Nie lubię tego -mruknęła i odepchnęła się od ziemi, by się rozhuśtać.
-Jesteś siostrą Czarnego Pana? -Zapytałem nadal nie dowierzając.
-Owszem -odparła spokojnie.
-Jest o tobie głośno -powiedziałem z uśmiechem.
Ta spojrzała na mnie, przeszywając mnie swoimi dużymi, brązowymi oczami.
-A co wynika z tego zgiełku? -Spytała łagodnym tonem głosu.
-Wynika, że lepiej ci nie wchodzić w drogę -odparłem z uśmiechem, a ta nadal świdrowała mnie jakże pięknym wzrokiem.- Oraz że jesteś silną czarownicą -dodałem, a ta uśmiechnęła się.
-A ty jak uważasz? -Spytała.
-Uważam -mruknąłem spokojnie- że wolę cię nie irytować, gdyż słyszałem, że gdy pokazujesz środkowy palec to mówisz tym samym ile sekund życia jeszcze temu komuś zostało.
Ta zaczęła się śmiać, a dla mnie był to najpiękniejszy dźwięk na ziemi. Uśmiechnąłem się zadowolony, że właśnie dzięki mnie wywołałem u niej rozbawienie.
-Jak jest w Hogwarcie? -Zmieniła temat, uśmiechając się radośnie.
-Nie jest źle. Wielu nauczycieli jest według mnie okropnych, a ludzie tam są tępi jak buty, ale mimo to jest znośnie -odparłem spokojnie.- A co? Zapisujesz się?
-Owszem, czekam na list -odparła.
-Jeśli chcesz mogę siedzieć z tobą w wagonie i wprowadzić cię w życie szkoły -zaproponowałem trochę nieśmiało, za co skarciłem siebie za to w duchu.
-Cudnie -odparła z tym lekkim uśmiechem.
Wyszczerzyłem się zadowolony.






Oto drugi rozdział. Mam cichą nadzieję, że nie zawiodłam Was i się choć trochę podoba. Postaram się dodawać regularnie rozdziały. W miarę możliwości będą pojawiać się mniej więcej co tydzień :)
Czas na dedykacje! ^^
Ten rozdział chciałabym zadedykować Black, Klaudii, Pannie Zgredkowej, Avada Snape i Anubisowi. Dzięki :)
~T

Komentarze

  1. Nominuję cię do Liebster Award! :) Więcej już niedługo u mnie na blogu ;) Tu jest link:http://historiaberk.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, mam trzy rozdziały i już nominacja? ;o
      No niech będzie. Dziękuję (:
      ~T

      Usuń
    2. Spoko :3 Szczegóły już u mnie na blogu ;)

      Usuń
  2. No i co? Obiecałam komentować i kurczę opuściłam jeden rozdział. ._.
    Na początku dziękuję za dedykację! (Ja to dawna Avada Snape, jak by coś.)
    Rozdział świetny! Zaskoczyłaś mnie śmiercią Toma i jego prośbą, aby Rebekah zabiła Pottera. Oj będzie się działo! :D
    Scena z Draconem i młodą Riddle najbardziej mi się podobała! <3 coś czuję, że między nimi coś będzie. :P
    Pozdrawiam i weny kochana! :*

    http://bez-ciebie-zycie-traci-sens.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krótki spam.
      Zapraszam na nowego bloga.
      http://w-zyciu-trzeba-byc-szczesliwym.blogspot.com/

      Usuń
  3. oh, black jako największy zboczeniec w momencie, w którym 'po ciele malfoya rozlało się ciepło' pomyślała o pewnej dosyć ładnej części ciała dracona i nie chodzi mi o klatkę piersiowa c:
    co do reszty toś jest skromna kurde jak moja kochana siostra, której gdy prawi się komplementy twierdzi, że wie c:
    z całym szacunkiem do innych zmarłych postaci, ale... JAK TY ŻEŚ KURWA MOGŁA UŚMIERCIĆ NAJGENIALNIEJSZEGO CZARNEGO PANA? :OOOOOOO
    pff, pozdrawiam
    ~pograżana w żałobie Black :c

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

rozdział XXXVII

rozdział XLI

rozdział XLIV