Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2017

rozdział XVIII

Gdy otworzyłam oczy uświadomiłam sobie, że musiałam zemdleć. Ze szkolnego korytarza bowiem przeniosłam się do apartamentu Egona. Leżałam na jego ogromnym łóżku przykryta brązowym kocem. Na fotelu spostrzegłam Malfoy'a. Chłopak spał ze zwieszoną głową i z rękoma splecionymi na brzuchu. Podniosłam się powoli i rozejrzałam po sypialni. Nie było w niej Egona. Przysunęłam się więc do skraju łóżka, aby wstać jednak obudziłam tym Dracona. Zastygłam więc w miejscu, gdy Ślizgon ziewnął i przetarł przekrwione ze zmęczenia oczy. Marnie wyglądał. Spojrzeliśmy po sobie dość niepewnie.
- Jak się czujesz? - Spytał cicho jakby bał się, że spłoszy mnie niczym dzikie zwierze.
- Dobrze - wyszeptałam wręcz. Ten pokiwał głową po czym przeczesał swoje blond włosy. Wydaje mi się jednak, że był to bardziej ruch zakłopotania niż troska o swój niedbały wygląd. - To ty go sprowadziłeś, prawda? - Spytałam nadal tak cicho jak wcześniej.
Draco nie spuszczał wzroku. Patrzył odważnie w moje oczy. Je…

rozdział XVII

**kilka dni później**
Po dość długiej drzemce jaką odbyłem w Pokoju Wspólnym postanowiłem odłożyć wypracowanie z historii runów w czasie. Długim czasie. Wstałem więc z kanapy i ruszyłem na przechadzkę. Potrzebowałem chwili ciszy, gdyż Pokój Ślizgonów był zapełniony ludźmi, mimo dość późnej godziny. Część uczniów, jak się okazało, włóczy się również po korytarzach, czyli przyjęli tę samą koncepcję co ja. Znakomicie.
Udałem się więc w dość rzadko odwiedzane zakamarki zamku, by zmniejszyć ryzyko spotkania kogoś. Gdy odgłosy rozmów i wszelkich kroków ustały zacząłem zastanawiać się nad sensem przybycia Rebeki do Hogwartu. Sama przyznała, że nie lubi tu przebywać. Poza tym jest silną i zdolną czarownicą. Nie potrzeba jej doszkalania, gdyż to wszystko ma opanowane w jednym palcu. Starałem się odtrącić myśl, że to wszystko jest ustawione. Bałem się, że Voldemort maczał w tym wszystkim paluchy. Oznacza to bowiem, że i Śmierciożercy są w to wplątani. A skoro Śmierciożercy to i mój ojciec, któr…

rozdział XVI

Zamknęłam natychmiast oczy. W mojej głowie nastał chaos. Myśli kotłowały się i mieszały z rzeczywistymi wydarzeniami. W kilka sekund zalała mnie fala strachu. Przez ten cały natłok myśli i cholerną niepewność zebrałam się w sobie i z całej siły odepchnęłam Dracona od siebie. Chłopak podparł się dłońmi za plecami i spojrzał na mnie zaskoczony. Ja natomiast zerwałam się na równe nogi i zakryłam usta dłonią. To się nie działo. To nie mogło się dziać... Trwaliśmy dobrą chwilę w bezruchu, aż w końcu odzyskałam władzę nad ciałem i pokręciłam lekko głową. - Draco... Przepraszam. J-ja nie miałam pojęcia, że... - Nie tłumacz się -mruknął ponuro Malfoy i zebrał się z ziemi. - Słuchaj, ja... - zaczęłam, lecz ten pokręcił głową na znak, żebym zamilkła. - To nic. Nie powinienem - powiedział bezwiednie, na co ja ze zrozumieniem pokiwałam głową. - Otóż to... Nie powinieneś mnie kochać - wyszeptałam. Malfoy odwrócił głowę jakbym właśnie zdzieliła go w twarz. Nie miałam pojęcia co mam robić. Nie wie…