Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2017

rozdział XXIII

***
*perspektywa Draco*
Otworzyłem oczy, gdy promienie słońca stawały się na tyle uporczywe, że zmusiły mnie to tego by wstać. Usiadłem więc na swoim łóżku i przetarłem twarz dłonią. Trochę zakręciło mi się w głowie, co nie zdziwiło mnie zbytnio. Jednak fakt, że miałem na sobie jedynie spodnie, bez śladów koszulki już trochę mnie zastanowił. Rozejrzałem się po dormitorium. Na swoim łóżku siedział uśmiechnięty Blaise i czytał książkę. Po chwili uniósł wzrok i spojrzał na mnie znacząco. 
- No, no Smoku... - mruknął z uśmiechem i przekręcił stronę. 
Zamrugałem parę razy żeby zebrać myśli, ale miałem ogromny mętlik w głowie. Zwiesiłem nogi z łóżka i odnalazłem zaginioną koszulkę, która leżała na podłodze jakby rzucona. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na Blaise'a, który z wyszczerzem na twarzy czytał książkę. Po chwili ponownie  na mnie spojrzał, co było dla mnie jak oświecenie. Zerwałem się na równe nogi i wlepiłem szeroko otwarte oczy w przyjaciela.
- Czekaj.... Czy my... - Wydukałem.
- My …

rozdział XXII

Długo plątałam się po błoniach. Słońce już dawno zaszło, a uczniowie rozeszli się do swoich domów po rozegranym meczu. Zamek otoczyła przyjemna cisza. Uniosłam głowę i spojrzałam w niebo, na którym z wolna pojawiały się malutkie gwiazdy. Księżyc co jakiś czas wyłaniał się zza chmur, świecąc bardzo blado. Jeszcze nie czas na niego. Włożyłam dłonie do kieszeni, czując jak zimny wiatr owiewa moje plecy. Czas wracać. Skierowałam więc swoje kroki do zamku. Myślami natomiast wróciłam do Toma. Zastanawiałam się czy Śmierciożercy uznają moje przewodnictwo, czy może będą w stanie przy najbliższej okazji kopnąć mnie w dupę. Toma nie ma więc to ja sprawuję tutaj władzę. W związku z tym chcę mieć pewność, że Śmierciożercy w pełni mi podlegają. Przechodząc przez bramę zamku uznałam, iż muszę coś zrobić w tym kierunku. Coś, co uzmysłowi wszystkim kto zajął miejsce mojego brata.
Ruszyłam pewniej w stronę lochów. Odnalazłszy wejście do pokoju Ślizgonów wypowiedziałam hasło. Gdy drzwi otworzyły się na…

rozdział XXI

***Kilka dnia później***
Po paru niekontrolowanych wybuchach na eliksirach i kilku niezbyt inteligentnych żartach ze strony Ślizgonów udaliśmy się na obiad. Nie miałam zamiaru siedzieć tam długo. Jako że był piątek a po obiedzie nie czekały mnie żadne obowiązki związane z zajęciami, chciałam się ulotnić. Zabrałam więc marne dwa tosty i ruszyłam na dziedziniec. Pogoda dopisywała, mimo konieczności założenia płaszcza. Zasiadłam więc na ławce, kończąc pierwszego tosta i spojrzałam w niebo. Chmury mimo wszystko tajemniczo kłębiły się nad murami zamku. Wyglądały jakby chciały coś przekazać. Ostrzec przed czymś. Uśmiechnęłam się pod nosem i dokończyłam swój prowizoryczny obiad. Właściwie nie miałam nic w planach. Rozejrzałam się więc w poszukiwaniu zajęcia, pomysłu, ofiary. Jako że w przeciągu kilkunastu metrów nic nie zabsorbowało mojej uwagiwstałam i skierowałam swoje kroki do biblioteki. Ostatnio jestem tam rzadszym gościem w przeciwieństwie do boiska quidditcha. Przez Dracona, lu…