Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2017

rozdział XXXI

Siedziałam na parapecie w swoim dormitorium i wpatrywałam się w śnieg za oknem. Biały puch zdążył już pokryć błonia oraz drzewa. Stworzył bardzo spokojny i statyczny krajobraz. Zbyt cichy jak na to miejsce. Jednak był mi potrzebny ten spokój. Musiałam poukładać sobie wszystkie myśli w głowie. Dzisiaj natknęłam się na zbyt wiele tajemnic. Co gorsza były związane ze mną, co jeszcze bardziej mnie niepokoiło. Ciągle dudniały mi w uszach słowa Dracona, które wypowiedział na odchodne. Był zdenerwowany. Pierwszy raz rozgniewał się na mnie. Bardzo mnie tym zaskoczył. Mimo że nie potrafiłam się w tamtym momencie uspokoić, te słowa trochę posadziły mnie na miejscu. I właśnie siedząc tutaj i myśląc nad tym, jestem zmuszona przyznać mu rację. Odbija mi. Ta cała władza mnie przerasta. Nie potrafię zachować spokoju w najprostszych sytuacjach. Jestem zbyt porywcza. Tom taki nie był. Nie przejmował się takimi sprawami. Albo tego nie okazywał. Zawsze był opanowany. I mimo zdrady, spisków, czy niedotrz…

rozdział XXX

Od tamtego momentu Rebekah bardzo się przede mną otworzyła. Zaufała mi i opowiedziała więcej o sobie. Dowiedziałem się wielu strasznych rzeczy, lecz bardziej jej współczułem niż się gniewałem czy odczuwałem obrzydzenie. Opowiedziała mi o swoim krótkim pobycie w mugolskim domu dziecka, z którego zabrała ją Bellatrix. Jak się później okazało zrobiła to ze względu na własne korzyści. Mózg Lestrange bowiem analizuje wszystkie możliwości pod tytułem "Jak przypodobać się Czarnemu Panu". Zatem zabrała małą Rebekę i zaczęła ją wychowywać, ucząc od najmłodszych lat zaklęć. Bella domyślała się, że Bekah może się przydać Voldemortowi, dlatego postanowiła jak najlepiej przygotować ją na taką możliwość, lecz Lestrange słynie ze swojego wybuchowego charakteru. Nie raz zdarzało jej się ukarać Rebekę za jej nieposłuszeństwo lub mniemaną nieudolność. Jednak Bekah robiła wszystko by przypodobać się ciotce. Bez zająknięcia stosowała tortury na polecenie Bellatrix, czy zabijała mugoli. Mimo złe…

rozdział XXIX

Drżącymi dłońmi gładziłem mokry policzek Rebeki, która ciągle była nieprzytomna. Nie wiedziałem jak jej pomóc. Przerażała mnie ta myśl. Na szczęście, po niedługim czasie, na Wielką Salę wbiegła przestraszona McGonagall. Widząc nas podeszła szybko i przykucnęła obok.
- Co się stało? - Spytała lekko zdyszana. Uniosłem na nią wzrok.
- Dementor - wybełkotałem, nadal gładząc policzek dziewczyny.
Kobieta jedynie pokiwała głową i spojrzała na Rebekę. Dotknęła jej czoła, następnie policzka i westchnęła cicho. Wiedziała o co chodzi, nie musiała sprawdzać. Powoli uniosła wzrok i spojrzała na mnie.
- Gdy pewna osoba zaznała w życiu wielu cierpień i nieszczęść, dementorzy silniej na nią działają. Nie znajdują w takiej osobie zbyt wiele szczęścia, więc przywołują te najgorsze chwile. Czasem traumatyczne - powiedziała cicho, patrząc mi w oczy ze smutkiem. Następnie spuściła wzrok na dziewczynę. - Nic jej nie będzie. Po prostu może się zdarzyć, że trochę minie nim ponowne zostawi przykre wspomnienia…