Posty

rozdział XXXVII

Razem z Draconem przechadzaliśmy się po zamku. Wybieraliśmy te mało uczęszczane korytarze Hogwartu, by nie wchodzić w drogę innym uczniom. Lub na odwrót. Chłopak trzymał moją dłoń i opowiadał mi historię z jego dzieciństwa, gdy mama zabrała go do sklepu z zabawkami na ulicy Pokątnej. Mówił o tym z taką radością, że ja również uśmiechałam się idąc przed siebie i od czasu do czasu spoglądając na Ślizgona.
- Tak w ogóle znasz się z moją mamą? - Spytał zaraz po tym jak skończył swoją opowieść.
- Widziałam ją parę razy, gdy byłam u was z Bellatrix, ale nie spotkałam jej od czasów dzieciństwa - odparłam spokojnie. Zmierzaliśmy właśnie ku korytarzowi, biegnącemu obok Dziedzińca. Draco pokiwał lekko głową.
- Chciałbym żebyście się lepiej poznały. Mama na pewno cię polubi - powiedział pogodnie, mocniej ściskając moją dłoń.
Cóż za absurdalny pomysł, przeszło mi przez myśl. Jak mogłaby mnie polubić? Jak miałoby w ogóle wyglądać nasze spotkanie? 'Dzień dobry, nazywam się Rebekah Riddle. Mam n…

rozdział XXXVI

Niedługo później udaliśmy się na zajęcia. Nauczyciele pewnie mają już dość moich wiecznych nieobecności. Doszły mnie słuchy, że Snape aż kipi ze złości i że niby ma mieć ze mną pogadankę. Nie wiem jednak ile w tym prawdy. Wiem na pewno, że mało mnie to interesuje.
McGonagall obrzuciła nas karcącym spojrzeniem, gdy weszliśmy z Draco do jej sali spóźnieni. Wygłosiła parę ostrych zdań, Gryffoni podśmiewali się pod nosem, gdy Slytherin stracił 20 punktów, ale kto by zwracał na to uwagę. Zajęliśmy miejsce w ostatniej ławce. Gdy oboje wyciągnęliśmy podręczniki do transmutacji i otworzyliśmy na losowej stronie Draco spojrzał na mnie z uśmiechem. To był naprawdę piękny uśmiech. Nie wyglądał jak dziecko, któremu podarowano kosz cukierków, bo takowy na pewno nie przypominam, ale dostrzegałam taki przyjemny spokój w jego oczach, co i mnie wprawiało w podobny nastrój.
Zajęcia minęły na przemienianiu zwierząt w dziwne przedmioty. Nie widzieliśmy z Draconem w tym nic nadzwyczajnego a przynajmniej p…

rozdział XXXV

Zeszłam powoli na dół, cały czas trzymając się mocno barierki. Stanęłam na ciemnym i zimnym kamieniu, pokrywającym podłogę holu. Podeszłam parę kroków w przód. Skrzat domowy Bellatrix stał przerażony obok schodów. Gdy przechodziłam obok, znów pochylił nisko głowę. Po chwili jednak przemknął się i pognał na górę, by pomóc kobiecie. Nawet nie próbowałam go zatrzymać. Nie miałam powodu. Skończyłam to, co miałam zrobić na ten moment.
Zacisnęłam mocno powieki, pochylając głowę. Teleportacja tutaj i silne zaklęcie, jakie rzuciłam na Lestrange wyczerpało mnie. Nieprzespana noc, ostatnie zmartwienia i obecna sytuacja dawały mi się we znaki. Nie mogłam jednak pozwolić sobie w tym momencie na błąd, dlatego bardzo mocno skupiłam się na jednym z korytarzy Hogwartu. Nagle poczułam charakterystyczne szarpnięcie. Nie widziałam nic prócz ciemności. Wtem poczułam zmianę temperatury. Moje nagie ramiona owiał chłód. Zadrżałam lekko. Nie czułam jednak żadnego bólu, żadnych braków. Można więc sądzić, że …

rozdział XXXIV

Za oknem, zasłoniętym ciemnobordową zasłoną, zaczęły nieśmiało pojawiać się blade, pomarańczowe promienie. Mrok, który zawładną pokojem, zaczął usuwać się powoli budzącemu się dniu. Moje powieki również poddały się w tej walce i zaczęły opadać, dając wytchnienie zmęczonym oczom. Czułam przyjemne ciepło, miękkość pościeli, rozkoszne znużenie, po całonocnym czuwaniu nad przyjacielem, który śnił bardzo niespokojnie. Pozwoliłam sobie jednak opuścić wartę i odpocząć odrobinę. Już czułam jak moje ciało staje się coraz lżejsze, a myśli jakby uciekały w sferę snów. Poczułam jednak jak nagle obok mnie ktoś wykonał gwałtowny ruch. Drgnęłam, otwierając niechętnie oczy. Następnie spojrzałam powolnie przez ramię. Ujrzałam Egona, który podniósł się do pozycji siedzącej. Skulił się lekko, przez co nie widziałam jego twarzy, gdyż jego długie włosy dobrze ją zakrywały. Westchnęłam cicho, po czym mocno przetarłam oczy. Na tyle mocno, że ujrzałam mroczki. Potrzebowałam się jednak rozbudzić. Również usia…

rozdział XXXIII

Wgapiałem się w korytarz jak zaklęty. Bardzo chciałem ją teraz przytulić. Powiedzieć, że będę przy niej mimo wszystko. Nasłuchiwałem więc, czekając na dźwięk otwieranych drzwi od sypialni. Mój zapał jednak ostudził Egon, który zmierzył mnie wzrokiem. Powoli nabrał powietrza w płuca. - Powinieneś już pójść - powiedział cicho. Spojrzałem na niego trochę skołowany. - Przyszła tu żeby odpocząć. Nie będzie zadowolona gdy zobaczy cię tutaj - dodał jeszcze ciszej. Niechętnie, ale pokiwałem głową, zgadzając się z nim. To była ostatnia rzecz, na która miałem w tym momencie ochotę, ale wolałem posłuchać rady, by nie komplikować bardziej sprawy. Wstałem więc i spojrzałem na rudowłosego mężczyznę. - Trzymaj się Egon - mruknąłem cicho, na co ten skinął wymownie głową. - I dziękuję - dodałem po czym deportowałem się do Hogwartu. Wylądowałem w swoim dormitorium, które notabene było puste. Westchnąłem cicho i podszedłem do biurka. Zajrzałem do szuflady, gdzie odłożyłem list od ojca. Lekko pożółkły papier…