Posty

rozdział XXXIII

Wgapiałem się w korytarz jak zaklęty. Bardzo chciałem ją teraz przytulić. Powiedzieć, że będę przy niej mimo wszystko. Nasłuchiwałem więc, czekając na dźwięk otwieranych drzwi od sypialni. Mój zapał jednak ostudził Egon, który zmierzył mnie wzrokiem. Powoli nabrał powietrza w płuca. - Powinieneś już pójść - powiedział cicho. Spojrzałem na niego trochę skołowany. - Przyszła tu żeby odpocząć. Nie będzie zadowolona gdy zobaczy cię tutaj - dodał jeszcze ciszej. Niechętnie, ale pokiwałem głową, zgadzając się z nim. To była ostatnia rzecz, na która miałem w tym momencie ochotę, ale wolałem posłuchać rady, by nie komplikować bardziej sprawy. Wstałem więc i spojrzałem na rudowłosego mężczyznę. - Trzymaj się Egon - mruknąłem cicho, na co ten skinął wymownie głową. - I dziękuję - dodałem po czym deportowałem się do Hogwartu. Wylądowałem w swoim dormitorium, które notabene było puste. Westchnąłem cicho i podszedłem do biurka. Zajrzałem do szuflady, gdzie odłożyłem list od ojca. Lekko pożółkły papier…

rozdział XXXII

**perspektywa Dracona**
Stałem tak oniemiały i wgapiałem się w pustą ścianę na korytarzu za otwartymi drzwiami. Jeszcze chwilę temu stała tam Rebekah. Z oczami pełnymi łez. Tak bolesnymi w tej chwili. Chciałem za nią krzyknąć, ale nie wiedziałem co. Chciałem za nią pobiec, ale moje nogi odmawiały posłuszeństwa. Poczułem nienaturalne gorąco od środka. Nie mogłem uwierzyć w to, co się przed chwilą stało. Po tym wszystkim co przeszliśmy, po tym jak się przede mną otworzyła, jak pomogłem jej się przełamać... I to wszystko przeze mnie. Przez jedno głupie zdanie.
Nagle w drzwiach pojawił się Zabini. Miał zaskoczony wyraz twarzy jeszcze nim zobaczył moją, zapewne marną, imitację człowieka. Wszedł powoli do środka i zamknął za sobą drzwi.
- Smoku, co jest? Rebekah wybiegła z Pokoju jak poparzona - powiedział cicho, podchodząc ostrożnie. Uniosłem na niego wzrok. Ten chyba zrozumiał, gdyż opuścił bezradnie ręce z miną pełną politowania. - Draco...
- 'Odpuśćmy sobie' - wybełkotałem cicho…

rozdział XXXI

Siedziałam na parapecie w swoim dormitorium i wpatrywałam się w śnieg za oknem. Biały puch zdążył już pokryć błonia oraz drzewa. Stworzył bardzo spokojny i statyczny krajobraz. Zbyt cichy jak na to miejsce. Jednak był mi potrzebny ten spokój. Musiałam poukładać sobie wszystkie myśli w głowie. Dzisiaj natknęłam się na zbyt wiele tajemnic. Co gorsza były związane ze mną, co jeszcze bardziej mnie niepokoiło. Ciągle dudniały mi w uszach słowa Dracona, które wypowiedział na odchodne. Był zdenerwowany. Pierwszy raz rozgniewał się na mnie. Bardzo mnie tym zaskoczył. Mimo że nie potrafiłam się w tamtym momencie uspokoić, te słowa trochę posadziły mnie na miejscu. I właśnie siedząc tutaj i myśląc nad tym, jestem zmuszona przyznać mu rację. Odbija mi. Ta cała władza mnie przerasta. Nie potrafię zachować spokoju w najprostszych sytuacjach. Jestem zbyt porywcza. Tom taki nie był. Nie przejmował się takimi sprawami. Albo tego nie okazywał. Zawsze był opanowany. I mimo zdrady, spisków, czy niedotrz…

rozdział XXX

Od tamtego momentu Rebekah bardzo się przede mną otworzyła. Zaufała mi i opowiedziała więcej o sobie. Dowiedziałem się wielu strasznych rzeczy, lecz bardziej jej współczułem niż się gniewałem czy odczuwałem obrzydzenie. Opowiedziała mi o swoim krótkim pobycie w mugolskim domu dziecka, z którego zabrała ją Bellatrix. Jak się później okazało zrobiła to ze względu na własne korzyści. Mózg Lestrange bowiem analizuje wszystkie możliwości pod tytułem "Jak przypodobać się Czarnemu Panu". Zatem zabrała małą Rebekę i zaczęła ją wychowywać, ucząc od najmłodszych lat zaklęć. Bella domyślała się, że Bekah może się przydać Voldemortowi, dlatego postanowiła jak najlepiej przygotować ją na taką możliwość, lecz Lestrange słynie ze swojego wybuchowego charakteru. Nie raz zdarzało jej się ukarać Rebekę za jej nieposłuszeństwo lub mniemaną nieudolność. Jednak Bekah robiła wszystko by przypodobać się ciotce. Bez zająknięcia stosowała tortury na polecenie Bellatrix, czy zabijała mugoli. Mimo złe…

rozdział XXIX

Drżącymi dłońmi gładziłem mokry policzek Rebeki, która ciągle była nieprzytomna. Nie wiedziałem jak jej pomóc. Przerażała mnie ta myśl. Na szczęście, po niedługim czasie, na Wielką Salę wbiegła przestraszona McGonagall. Widząc nas podeszła szybko i przykucnęła obok.
- Co się stało? - Spytała lekko zdyszana. Uniosłem na nią wzrok.
- Dementor - wybełkotałem, nadal gładząc policzek dziewczyny.
Kobieta jedynie pokiwała głową i spojrzała na Rebekę. Dotknęła jej czoła, następnie policzka i westchnęła cicho. Wiedziała o co chodzi, nie musiała sprawdzać. Powoli uniosła wzrok i spojrzała na mnie.
- Gdy pewna osoba zaznała w życiu wielu cierpień i nieszczęść, dementorzy silniej na nią działają. Nie znajdują w takiej osobie zbyt wiele szczęścia, więc przywołują te najgorsze chwile. Czasem traumatyczne - powiedziała cicho, patrząc mi w oczy ze smutkiem. Następnie spuściła wzrok na dziewczynę. - Nic jej nie będzie. Po prostu może się zdarzyć, że trochę minie nim ponowne zostawi przykre wspomnienia…

rozdział XXVIII

Niedługo później przenieśliśmy się do dormitorium Dracona, gdyż do mojego wróciły współlokatorki, które obrzuciły nas zdziwionym wzrokiem. Wyszliśmy nim zaczęły wtykać nos w nie swoje sprawy. Dormitorium Ślizgona natomiast było puste. Chłopak powiedział, że Blaise pląta się gdzieś z Riley. Naprawdę mi to nie przeszkadzało. Draco wyszczerzył się do mnie i przyszpilił mnie plecami do drzwi, które za sobą zamknął. Odwzajemniłam uśmiech, a ten w odpowiedzi przywarł wargami do mojej szyi. Odchyliłam lekko głowę, zamykając oczy. Wplotłam dłoń w jego blond włosy z cichym jęknięciem. To nadal było dla mnie nie do pojęcia, jak bardzo wpływała na mnie ta jedna osoba. Dosłownie robił ze mną co chciał, gdy tylko zrobił maślane oczka. Nigdy nie przydarzało mi się coś podobnego. Mimo wszystko bardzo podobało mi się, gdy delikatnie muskał moją skórę na szyi, gładząc mój brzuch i biodra dłońmi. Ja natomiast umiejscowiłam dłonie na jego plecach. Z każdą chwilą schodziłam coraz niżej, aż zatrzymały się…

rozdział XXVII

Nie wiem czy bardziej skuteczny w pobudce był mocny ból pod żebrami czy moje współlokatorki, które krzątały się po dormitorium. Podniosłam się jednak, mrużąc oczy. Przetarłam twarz dłonią i spojrzałam na dziewczyny, które rozmawiały na temat zbliżającej się wymiany uczniów. Były bardzo podekscytowane. Westchnęłam cicho i sięgnęłam po pojemniczek z lekami. Otworzyłam go i lekko przechyliłam, wysypując na dłoń małą brązową tabletkę. Po chwili jednak wysypałam dwie kolejne. Zamknęłam pojemniczek i rzuciłam za siebie, by wylądował gdzieś w poduszkach. Już uniosłam dłoń do ust, by połknąć tabletki, gdy nagle usłyszałam głos jednej z moich współlokatorek:
- Może najpierw coś zjesz? - Zauważyła. Spojrzałam na nią. Dziewczyna miała dość zmartwiony wyraz twarzy, co zdziwiło mnie jeszcze bardziej. - I może nie jedz ich aż tylu - dodała ciszej. Uśmiechnęłam się lekko.
- W porządku, nic mi nie będzie - odparłam zachrypniętym głosem po czym szybko połknęłam tabletki, przepijając szklanką wody, któ…