rozdział XXXII

**perspektywa Dracona**
Stałem tak oniemiały i wgapiałem się w pustą ścianę na korytarzu za otwartymi drzwiami. Jeszcze chwilę temu stała tam Rebekah. Z oczami pełnymi łez. Tak bolesnymi w tej chwili. Chciałem za nią krzyknąć, ale nie wiedziałem co. Chciałem za nią pobiec, ale moje nogi odmawiały posłuszeństwa. Poczułem nienaturalne gorąco od środka. Nie mogłem uwierzyć w to, co się przed chwilą stało. Po tym wszystkim co przeszliśmy, po tym jak się przede mną otworzyła, jak pomogłem jej się przełamać... I to wszystko przeze mnie. Przez jedno głupie zdanie.
Nagle w drzwiach pojawił się Zabini. Miał zaskoczony wyraz twarzy jeszcze nim zobaczył moją, zapewne marną, imitację człowieka. Wszedł powoli do środka i zamknął za sobą drzwi.
- Smoku, co jest? Rebekah wybiegła z Pokoju jak poparzona - powiedział cicho, podchodząc ostrożnie. Uniosłem na niego wzrok. Ten chyba zrozumiał, gdyż opuścił bezradnie ręce z miną pełną politowania. - Draco...
- 'Odpuśćmy sobie' - wybełkotałem cicho. Nabierając powietrza przeczesałem drżącymi dłońmi włosy, burząc je lekko. Blaise zamierzał coś powiedzieć, ale nie miałem ochoty go słuchać. Wiem, że chciał dobrze, ale to nie był czas na morały. Odwróciłem się i podszedłem do łóżka. Usiadłem na nim, łokcie oparłem o kolana, a twarz skryłem w dłoniach.

Następnego dnia, tak jak się spodziewałem, Rebeki nie było na śniadaniu. Na zajęciach również. Byłem wściekły gdy po obiedzie zajrzałem do jej dormitorium i nie zastałem dziewczyny. Nie miałem pojęcia gdzie mogła się zaszyć, co irytowało mnie jeszcze bardziej. Chciałem jej wszystko wytłumaczyć, przeprosić. Nie mogłem bowiem znieść myśli, że przez coś tak błahego wszystko co było między nami tak po prostu przestanie istnieć. Jestem świadomy jakim jest człowiekiem, że różni się ode mnie pod wieloma względami, że jest zdolna do czynów, których nie pochwalam, ale... Mimo tego wszystkiego dostrzegam w niej coś więcej. Widzę jak bardzo jest wrażliwa, delikatna, kobieca. Widzę stronę, której nie pokazuje światu. I właśnie w tej delikatnej, ale też trochę zagubionej dziewczynie się zakochałem. I wiem także, że muszę ją odzyskać.
Po zajęciach przespacerowałem się po pokrytych śniegiem błoniach, by sprawdzić czy gdzieś tu nie chowa się Bekah. Jednak nie znalazłem jej i tu. Wróciłem więc do dormitorium. Usiadłem na fotelu i zacząłem myśleć nad tym gdzie mogła się zaszyć. Znam niewiele jej skrytek, co niestety bardzo utrudniało mi niekiedy sprawę...
Jednak nagle coś mnie tchnęło. Egon. To jej dobry przyjaciel. Jest duże prawdopodobieństwo, że mogła się skryć u niego. Wstałem więc szybko z fotela. Ekscytacja mieszała się z niepewnością. Bardzo chciałem się  z nią zobaczyć, wyjaśnić sprawę, znów móc ją objąć... Jednak z drugiej strony nie miałem pewności, że tam właśnie jest, a z Egonem nie mam zażyłych relacji. Nie chcę wparować mu na posesję bez żadnych ceregieli. To pomocny człowiek, ale przyznam, że nie sprawia wrażenia przyjaznego kompana. Była to jednak sprawa ważna i nie miałem zamiaru rezygnować z tego wyjścia, mimo że było dość marne i pozbawione sensu.
Zacisnąłem więc powieki i wyobraziłem sobie hol jego mieszkania, w którym miałem okazję przebywać. Byłem tam jednak tylko raz i przez krótką chwilę więc obraz tego pomieszczenia jest dla mnie zamazany, jednak wysiliłem się jak mogłem. Nagle poczułem szarpnięcie w okolicach brzucha. Przeniosłem się do innego pomieszczenia. Nie czułem żadnego bólu, braków czy innych nieprzyjemnych rzeczy, towarzyszących nieudanym deportacjom. Pierwszy krok ku zwycięstwu. Bardzo powoli i niepewnie otworzyłem oczy. Gdy ujrzałem pomieszczenie przypominające hol Egona ucieszyłem się. Był prawie taki sam jak ostatnio. Różnił się tylko tym, że teraz panował tu straszny burdel. Przy drzwiach leżały trzy puste butelki whisky, parę ubrań, papierków. Odwróciłem się w stronę salonu. Podłoga była widoczna, lecz ogólny obraz mieszkania był bardzo zaburzony przez walające się dookoła śmieci. Niezruszony tym widokiem ruszyłem powoli przed siebie. Starałem się omijać papierki i opakowania po jedzeniu. Jednak mój diabolicznie szybki rajd w stronę salonu przerwała postać, która nagle wyłoniła się z owego pomieszczenia. Był to sam Egon, ubrany w czarne, dopasowane spodnie i cienki szlafrok w kolorze ciemnego brązu, zarzucony na nagie ramiona i tors. Stopy były bose. Rude włosy natomiast były roztrzepane na plecach, a niesforne kosmyki wetknięte za uszy. W ręku trzymał szklaneczkę z ognistą. Gdy spojrzał na mnie dostrzegłem zmęczone i przekrwione oczy. Nie był zbytnio zdziwiony moim widokiem. Jakby na co dzień jakiś nieznajomy wpraszał się do niego do domu bez zapowiedzi. Staliśmy tak przez chwilę w milczeniu. Nagle Egon przemówił zachrypniętym i jakby nieswoim głosem:
- Co tu robisz?
Miałem wrażenie, że wypowiedział to ktoś inny. Ktoś kto siedzi w sąsiednim pokoju. Egon wydał mi się w tym momencie jeszcze bardziej zmęczony i wypruty niż wyglądał. Jakby trzymał się na nogach ostatkiem sił.
- Szukam Rebeki... Jest tutaj? - Spytałem cicho.
Mężczyzna ciągle patrzył na mnie tym samym wycieńczonym wzrokiem. Nawet nie mrugnął. Cisza, która zapanowała między nami zdawała mi się trwać wieczność. Jakby chciał tym zakomunikować, żebym stąd zjeżdżał. Jednak nie miałem zamiaru się ruszyć. Dopóki nie powie mi tego w twarz, nie miałem zamiaru się stamtąd ruszać. Najpierw musiałem ją zobaczyć.
Egon po chwili westchnął ciężko i wskazał palcem na swoją sypialnię.
- Tam - mruknął cicho i dopił bursztynowy napój ze szklaneczki.
Kiwnąłem głową z wdzięcznością i szybko ruszyłem do wskazanego pomieszczenia. Drzwi były uchylone, a w środku panował mrok. Gdy zajrzałem do środka, a wzrok przyzwyczaił się do ciemności, dostrzegłem jeszcze większy bałagan, panujący w środku. Jednak spośród walających się ubrań, butelek po alkoholu, poprzewracanych mebli, dostrzegłem blond dziewczynę. Leżała skulona na łóżku, plecami do drzwi, przy których stałem. Powoli wszedłem do środka. Miałem wrażenie, że Rebekah spała. Nie mogłem jednak stwierdzić tego na pewno. Podszedłem więc bliżej.
- Bekah - wyszeptałem. Ta jednak nie reagowała. Usiadłem na skraju łóżka i spojrzałem na dziewczynę. Jej klatka piersiowa unosiła się równomiernie. Spała. Westchnąłem cicho i pogładziłem ją delikatnie po głowie. Nie miałem zamiaru jej budzić. Po dłuższej chwili wstałem więc i powoli opuściłem pokój, zamykając za sobą drzwi. Ruszyłem w stronę salonu, gdzie jak miałem nadzieję, zastałem Egona. Siedział na kanapie z głową położoną na jej oparciu i wgapiał się tępo w sufit. Trochę wyglądało to jakby ktoś rzucił w to miejsce kukłę. Miałem wrażenie, że w każdej chwili może się zsunąć z tej kanapy. W prawej ręce ściskał pustą szklaneczkę. Zgaduję, że po whisky. Całokształt nie wyglądał zbyt radośnie. Gdy stanąłem w progu mężczyzna przekręcił głowę w moją stronę i spojrzał na mnie przekrwionymi oczami.
- Usiądź - mruknął po chwili.
Skorzystałem z zaproszenia i przeszedłem przez dość zagracony salon, by usiąść na fotelu, który był usytuowany niedaleko niego. Egon ponownie spojrzał w sufit.
- Wszystko... W porządku? - Mruknąłem cicho.
Po chwili niczym niezmąconej ciszy do moich uszu dobiegł odgłos zdławionego śmiechu. Wyglądało to tak, jakby na suficie był wypisany niesamowicie śmieszny żart. Jestem świadomy, że moje pytanie było dość absurdalne, ale nie wiedziałem, że wywoła aż tak wyraźną reakcję. Przyznam bowiem, że wyglądało to dość przerażająco.
Wtem Egon wziął głębszy oddech i uspokoił się. Ponownie zamilkł. Spuściłem wzrok na swoje dłonie.
- Rozumiem... Długo tu jest? - Zmieniłem temat po tym jak zostałem subtelnie wyproszony z tamtych rejonów dyskusji. Mężczyzna wzruszył ramionami.
- Nie wiem. Byłem zalany w trupa - mruknął dość ponuro. - Pewnie paręnaście godzin. Założę się, że wzięła moje tabletki na sen. Jakieś 2 godziny temu zorientowałem się, że śpi u mnie w pokoju.
Spojrzałem na niego czując dość spory niepokój. To było dość dziwne zachowanie, nawet jak na nią. Ten spojrzał na mnie nad wyraz spokojnie.
- Nie martw się. To tylko tabletki. Nic jej nie będzie. Zdarzało jej się tak robić, gdy sytuacje ją przerastały i chciała odpocząć.
Pokiwałem lekko głową i opadłem na oparcie fotela. Spojrzałem przed siebie po czym zamknąłem oczy, biorąc głęboki wdech.
- Napijesz się czegoś? - Dobiegł mnie głos Egona. Otworzyłem oczy i spojrzałem na rudowłosego, który wsparł się łokciami o kolana i patrzył na mnie spokojnie.
- Nie, dziękuję - odparłem cicho. Ten pokiwał tylko głową i spojrzał na pustą szklaneczkę w jego dłoniach. Spojrzałem na niego niepewnie. Szybko przeczesałem dłonią włosy i również oparłem łokcie o kolana. - Egonie... - mruknąłem. Dłonie splotłem razem, lecz niemal od razu zacząłem nerwowo pocierać nimi o siebie. Mężczyzna spojrzał na mnie spokojnie. Wziąłem drugi głęboki wdech i dość nerwowo wypuściłem powietrze. - Jak... Jak mogę ją zatrzymać przy sobie?
Nie wiem czy powiedziałem to na głos. Czy dałem radę. Głos bardzo opornie przedzierał się przez moje gardło. Jednak gdy uniosłem wzrok zauważyłem, że Egon przypatruje mi się ze spokojem. Nagle bardzo powoli wetknął pasmo rudych włosów za ucho. Następnie westchnął ciężko i wbił wzrok w swoją pustą szklaneczkę.
- To dobre pytanie - mruknął cicho. - Rebekah jest bardzo skryta i nie zawsze wiadomo co myśli w danej sprawie... Przez lata starałem się do niej zbliżyć. Nie raz mnie odpychała, ale zawsze jakoś czułem jej obecność - Egon spojrzał na mnie. - Jeżeli by chciała, odeszłaby. Jednak jeżeli dała ci się zbliżyć tak blisko i to w tak krótkim czasie... To chyba coś znaczy.
Uśmiechnąłem się delikatnie. Te słowa dały mi pewną nadzieję. Niesamowicie silną o dziwo.
- Nie poddawaj się - dodał po chwili. - Jeżeli chcesz przy niej być to bądź. Nie daj jej odczuć, że w jakikolwiek sposób cię straciła - powiedział na koniec. Wtem uśmiechnął się ledwo widzialnie, ale bardzo pokrzepiająco. Wtedy zrozumiałem, że nie wszystko stracone. Nagle Egon odwrócił głowę i spojrzał na korytarz. - Obudziła się - mruknął po czym ponownie spuścił wzrok na szklankę.
Na dźwięk tych słów wyprostowałem się. Spojrzałem na korytarz, jakbym miał dostrzec tam odpowiedzi na kluczowe pytania.





















Wracam do Was z nowym rozdziałem. Nie było mnie chwilkę, bo troszkę podróżowałam, jednak co dobre szybko się kończy i już jestem. Mam nadzieję, że rozdział jakoś ujdzie. Niezbyt mi się podoba. Egon próbuje uratować jego honor, ale nie wiem jakkolwiek się da. Co myślicie? Podzielcie się swoimi opiniami.
Pozdrawiam Was cieplutko,
~T

Komentarze

  1. O kurczę, witamy w świecie żywych :D
    Nawet nie wiesz jak długo czekałam na rozdział :o
    Jednak sam rozdział jest naprawdę z jednej strony uroczy, znaczy się zachowanie się Malfoya jest tak miłe, widać, że faktycznie bardzo kocha Bekah.
    Tak samo niesamowity jest Egon, zawsze byłam jego jedną z największych fanek, ale tutaj...
    Przypomina mi takiego typowego rockmana z lat 90tych, zalani w trupa, burdel wszędzie, ale jak przychodzi co do czego, ogarniają rzeczywistość lepiej, niż niejeden trzeźwy xd
    No, ale czekam na kolejny rozdział skarbie i mam nadzieję, że napiszesz go szybciej, niż ten.
    Pozdrawiam Black

    OdpowiedzUsuń
  2. Draco rozczula. Jego pragnienie odnalezienia Beki i naprawienie błędu jest bardzo ujmujące. Takie czyste pragnienie serca. Kocham te klimaty. No i Egon... faktycznie bardzo trzeźwy pomimo drinków i serdeczny, choć sam cały w mrokach.. i cierpieniu? Draco i Beka, obohe w bólu. Niech ta ich milosc w końcu nabierze jakichś kształtów...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

rozdział XIV

rozdział XV

rozdział XXV