rozdział XXXVII

Razem z Draconem przechadzaliśmy się po zamku. Wybieraliśmy te mało uczęszczane korytarze Hogwartu, by nie wchodzić w drogę innym uczniom. Lub na odwrót. Chłopak trzymał moją dłoń i opowiadał mi historię z jego dzieciństwa, gdy mama zabrała go do sklepu z zabawkami na ulicy Pokątnej. Mówił o tym z taką radością, że ja również uśmiechałam się idąc przed siebie i od czasu do czasu spoglądając na Ślizgona.
- Tak w ogóle znasz się z moją mamą? - Spytał zaraz po tym jak skończył swoją opowieść.
- Widziałam ją parę razy, gdy byłam u was z Bellatrix, ale nie spotkałam jej od czasów dzieciństwa - odparłam spokojnie. Zmierzaliśmy właśnie ku korytarzowi, biegnącemu obok Dziedzińca. Draco pokiwał lekko głową.
- Chciałbym żebyście się lepiej poznały. Mama na pewno cię polubi - powiedział pogodnie, mocniej ściskając moją dłoń.
Cóż za absurdalny pomysł, przeszło mi przez myśl. Jak mogłaby mnie polubić? Jak miałoby w ogóle wyglądać nasze spotkanie? 'Dzień dobry, nazywam się Rebekah Riddle. Mam nadzieję, że pani syn zostanie Śmierciożercą. A teraz przepraszam, ale mam do wybicia wioskę mugoli.' Westchnęłam cicho, nie odpowiadając na jego słowa. Żadna racjonalnie myśląca matka nie chciałaby takiej dziewczyny dla swojego syna.
Nagle nasze twarze owiał chłód, wdzierający się przez otwarte wnęki w ścianie. Biały puch przykrywał parapet, zabierając odwieczne miejsce spoczynku uczniów. Dziedziniec był pusty. Temperatura na zewnątrz nie sprzyjała długim spotkaniom na zewnątrz. My także nie opuszczaliśmy wnętrza zamku. Zatrzymaliśmy się jednak na chwilę, by przyjrzeć się powoli znikającym pod kolejną warstwą śniegu śladom butów, które prowadziły na błonia. Draco objął mnie ramieniem, patrząc spokojnie przed siebie. Uśmiechnęłam się delikatnie i uniosłam rękę, by dotknąć jego dłoni, obejmującej moje ramię. Malfoy zaśmiał się cichutko i cmoknął mnie w skroń. Spojrzałam na niego. Chłopak znów patrzył przed siebie z tym radosnym uśmiechem. Po chwili jednak spuścił na mnie wzrok. Ujrzałam jak jego policzki i nos robią się lekko różowawe od chłodu, okalającego nasze twarze. Uśmiechnęłam się delikatnie, patrząc mu w oczy. Po chwili, bardzo powoli, próbując przełamać moją nieśmiałość, stanęłam na zmarzniętych już palcach. Chciałam być bliżej jego twarzy. Draco spokojnie obserwował. Ja natomiast uniosłam drugą dłoń i delikatnie dotknęłam jego policzka. Ten przekrzywił lekko głowę w stronę mojej dłoni. Jego oczy były w tym momencie tak przyjemnie ciepłe. Serce zabiło mi szybciej, rozwiewając uczucie zimna. Po chwili spuściłam wzrok na jego zaczerwienione usta. Powoli nachyliłam się i bardzo delikatnie musnęłam je swoimi. Dostrzegłam jak jego usta wykrzywiają się w pięknym uśmiechu. Draco odwzajemnił ten subtelny pocałunek, przyciskając mnie do siebie lekko. Moja dłoń zsunęła się na jego szyję. Kciukiem pogładziłam jego żuchwę. Tak pięknie zarysowaną. Nasze spojrzenia ponownie się spotkały. Nie musiał nic mówić. Po raz pierwszy nie musiał tego robić, bo dokładnie rozumiałam co ten wzrok oznaczał. Nie musiałam się domyślać, bo to samo chciałam powiedzieć jemu. Słowa, które nigdy nie przeszły mi przez gardło, a jednak tak często krzyczą w mojej głowie, widząc tę konkretną osobę.
Draco przysunął mnie do siebie i przytulił lekko. Uśmiechnęłam się do jego klatki piersiowej.

**Następnego dnia**
Obudziłam się jak zwykle nim moje współlokatorki zdążyły uchylić powieki. Tym razem jednak to nie słońce wyrwało mnie ze snu. Od jakiegoś czasu za oknem jest jeszcze ciemno, gdy wstajemy na zajęcia. Zima nadeszła nie tylko z białym puchem, ale także z długimi nocami i ponurymi porankami. Przeciągnęłam się więc lekko po czym przetarłam zaspane oczy. To na pewno nie był moment, by zacząć się zbierać na zajęcia, ale jeszcze bardziej pewne  było to, iż nie zasnę ponownie.
Zwlekłam się z łóżka i ruszyłam do łazienki. Wzięłam tam prysznic, pomalowałam się, rozczesałam mokre włosy. Włożyłam na siebie jak zwykle czarne spodnie, tego samego koloru bokserkę oraz wychodzone buty. Zaglądając do szafy dostrzegłam bluzę, którą dał mi Draco po tym jak zetknęłam się z dementorem. Do tej pory mu jej nie oddałam. Z lekkim uśmiechem wyciągnęłam ciemną bluzę i powoli przytknęłam ją do twarzy. Przymknęłam oczy, czując zapach znajomego mi Ślizgona. Mój uśmiech zginął gdzieś w odmętach bluzy. Chwilę tak stałam, przyciskając ją do siebie, po czym włożyłam ją na siebie. Naciągnęłam bluzę prawie do połowy uda. Malfoy jest ode mnie wyższy i bardzo dobrze zbudowany, czego nie raz byłam świadkiem. Nie kryję, że bardzo mi się to podobało.
Jako że był wczesny ranek, w zamku było jeszcze chłodno, a ja mam mokre włosy więc nasunęłam kaptur na głowę. Ówcześnie zgarnęłam włosy za uszy i położyłam je na prawym ramieniu. Z delikatnym uśmiechem ruszyłam do wyjścia z dormitorium. Nie spiesząc się zeszłam po schodach i przeszłam przez pusty i cichy Pokój Wspólny. Udałam się na Wielką Salę. Korytarze spowijał lekki półmrok. Słońce bardzo ospale wznosiło się nad horyzont.
Zajrzałam na Salę i ujrzałam stoły, które powoli zapełniały się jedzeniem. Co jakiś czas pojawiał się skrzat, który wnosił talerze pełne tostów, parówek i innych przysmaków. Ja natomiast powoli weszłam na Salę i podkradłam ze stołu Krukonów kubek z kawą. Zrobiłam to dość sprawnie po czym jakby nigdy nic wyszłam. Upiłam łyk życiodajnego napoju i wróciłam do Pokoju Wspólnego, gdyż na korytarzach zamku było jeszcze zimniej. Będąc w lochach pod obrazem wypowiedziałam hasło, po czym ukazało mi się wejście do kryjówki Ślizgonów. W środku rozsiadłam się na fotelu przy zgaszonym kominku. Wyciągnęłam jednak różdżkę i skierowałam ją w stronę paleniska. Mruknęłam zaklęcie pod nosem, a w kominku rozbłysł ciepły ogień. Schowałam różdżkę i zaczęłam powoli sączyć kawę.
Minęła naprawdę dłuższa chwila, jednak w Pokoju nadal panowała grobowa cisza. Wszyscy jeszcze spali. Z cichym westchnieniem odłożyłam pusty kubek na stoliku i ruszyłam do dormitorium. Tak jak myślałam, moje współlokatorki nadal słodko śniły. Ja jednak przeczesałam prawie suche już włosy, złapałam za torbę, do której wpakowałam potrzebne książki i wyszłam. Dziarskim krokiem udałam się do dormitoriów chłopców. Odszukałam znajomy mi pokój i bardzo powoli uchyliłam drzwi, łapiąc ówcześnie za klamkę. Wsadziłam do środka głowę i spojrzałam na oba łóżka. W jednym jak i w drugim, pod kołdrą leżały dwie postacie i spokojnie oddychały, śniąc o czymś. Uśmiechnęłam się lekko i weszłam do środka. Bardzo powoli zamknęłam drzwi, by nie budzić ich trzaśnięciem, po czym cichutko podeszłam do łóżka Malfoy'a. Odłożyłam obok swoją torbę i usiadłam przy chłopaku. Miał głowę skierowaną w moją stronę, a obok niej na poduszce spoczywała jego dłoń. Uśmiechnęłam się widząc kosmyk blond włosów, który jak nigdy leżał spokojnie na jego czole. Delikatnie przesunęłam wierzchem dłoni po jego ciepłym policzku. Draco wzdrygnął się lekko, lecz nie obudziło go to. Zsunęłam więc dłoń na jego żuchwę i zaczęłam gładzić kciukiem jego brodę. Po chwili jego powieki zaczęły powoli się unosić. Spojrzał na mnie mrużąc oczy i wziął głęboki wdech, niemal ziewając. Dłoń, która spoczywała na poduszce teraz ocierała jego zaspaną twarz. Cofnęłam rękę.
- Bekah... - jęknął cicho, zachrypniętym głosem. Niemal poczułam ciarki na plecach na ten dźwięk. - Co tu robisz o tej godzinie? - Mruknął i spojrzał na zegarek. Uniósł głowę z poduszki, wlepiając wzrok we wskazówki. Jego szare oczy rozszerzyły się, a następnie opadł na poduszkę załamany tym, że obudziłam go o 6.23. Chłopak spojrzał na mnie z bólem. - Oszalałaś? - Zachrypiał. Uśmiechnęłam się delikatnie i nachyliłam, patrząc w jego oczy.
- Może trochę - odparłam cicho i musnęłam jego usta swoimi.
Ten przewrócił oczami i również się uśmiechnął. Następnie przesunął się w stronę ściany i podniósł kołdrę. Odsłonił tym samym swoją nagą klatkę piersiową oraz skrawek czarnych bokserek. Spojrzałam na niego i jego czarujący uśmiech po czym wpakowałam się pod kołdrę. Malfoy przykrył mnie dokładnie po czym objął ramieniem, przyciskając do swojego niemal nagiego ciała. Wtuliłam się w niego z przyjemnością. Draco oparł brodę o moje czoło i przymknął oczy. Leżeliśmy tak chwilę w ciszy.
Po pewnym czasie Malfoy odezwał się do mnie tym swoim zachrypniętym głosem:
- Od dawna nie śpisz?
Odsunęłam się lekko, by móc na niego spojrzeć. Ten uchylił powiekę i spuścił na mnie wzrok.
- Masz bardzo seksowny głos o poranku - przyznałam, na co chłopak zaśmiał się rozbrajająco. - Od ponad półtorej godziny - odpowiedziałam na jego pytanie. Ten tylko pokręcił głową z politowaniem, wiedząc o moich problemach ze snem. Po chwili jednak on również się odsunął i spojrzał na mnie uważnie.
- To nie moja bluza? -Spytał trochę zdziwiony. Najwidoczniej ma gorszą pamięć ode mnie. Pokiwałam jednak głową, patrząc na niego radośnie. Ten ponownie zaprzeczył ruchem głowy i wbił we mnie swoje rozradowane oczy. - Tak pięknie wyglądasz, gdy się uśmiechasz - mruknął cicho.
Patrzyłam mu w oczy gdy zbliżał się do mnie powoli. Spuściłam wzrok na jego usta, a gdy dotknęły moich warg zacisnęłam powieki. Draco wpił się w moje usta bardzo powoli i z uczuciem. Nie odrywając się ode mnie, wsparł się na łokciu, by być wyżej. Położyłam dłoń na jego mostku i poczułam ciepło jego ciała. Wtem odsunął się delikatnie i spojrzał na mnie.
- Czas się zbierać - obwieścił cicho i wstał z łóżka, ciągnąc za sobą kołdrę, która powoli zsuwała się z jego pleców i finalnie opadła na podłogę. Jęknęłam cicho niezadowolona i przetoczyłam się na bok, by następnie skulić się lekko. Spojrzałam jak wpółnagi Ślizgon kieruje się w stronę szafy. Otworzył ją niechętnie i zamarł w bezruchu, przerzucając wzrok z jednej półki na drugą. Wisząc tak na owych drzwiach, odwrócił się w moją stronę z błagalnym wzrokiem.
- Wybierz mi coś - mruknął ospale. Prychnęłam rozbawiona i pokiwałam lekko głową, nadal leżąc na jego łóżku zwinięta w kłębek. Ten natomiast zostawił w spokoju drzwi od szafy i ruszył do łazienki powolnym krokiem. Gdy zamknęły się za nim drzwi z cichym westchnieniem wstałam. Poprawiłam włosy i podeszłam do szafy. Szybko przejrzałam to, co się w niej znajdowało i spośród ciemnych ubrań i mnóstwa czarnych spodni, wybrałam jedne z nich. Następnie zajrzałam na półkę, gdzie były równiutko poskładane bluzy. Wyciągnęłam wszystkie czarne, po czym rozłożyłam każdą z nich i wybrałam tę, która był najbardziej podobna, do tej, którą miałam na sobie. Zadowolona ze swojego wyboru poskładałam wytargane bluzy oraz wygładziłam resztę ubrań, które zruszyłam. Mój wybór położyłam na fotelu. Sama natomiast podeszłam do biurka Malfoy'a i spojrzałam na książki, które leżały ułożone w równy stosik. Zerknęłam na tytułu i wyciągnęłam jedną z nich. Oparłam się o biurko i zaczęłam przeglądać książkę. Niedługo później z łazienki wyszedł Draco. W jego ubiorze nic nie przybyło. Jedynie co to w dłoni trzymał ręcznik, którym osuszał mokre włosy. Parę kropli wody spływało jeszcze po jego nagiej klatce piersiowej. Chłopak spojrzał na mnie, a ja jedynie wskazałam na poskładane na fotelu ubrania i wróciłam do książki. Ten z lekkim uśmiechem ubrał to, co dla niego wybrałam i po chwili stał już przede mną. Zamknęłam książkę i spojrzałam jak rozkłada ramiona i okręca się przede mną, prezentując się dumnie.
- Pięknie - powiedziałam z uśmiechem. Po chwili uniosłam książkę, którą trzymałam w ręku. - Mogę pożyczyć? - Spytałam spokojnie.
- Jasne - odparł, ponownie susząc włosy. - Całkiem fajna, powinna ci się spodobać  - dodał, odkładając ręcznik.
Pokiwałam głową i wsunęłam książkę między podręczniki w mojej torbie. Zamknęłam ją po czym wyprostowałam się i spojrzałam na Ślizgona. Ten zaczesywał właśnie dłońmi włosy do tyłu. Spojrzałam na niego rozbawiona. Chłopak zerknął na mnie i speszył się lekko.
- Nie śmiej się - burknął cicho i ruszył z powrotem do łazienki, co wywołało u mnie cichy śmiech. Postanowiłam jednak zostawić go w spokoju, by mógł  na powrót stworzyć swoją idealną fryzurę. Po jakimś czasie wrócił z idealnie ułożonymi włosami, lekko błyszczącymi od żelu. Uśmiechnęłam się na jego widok.
- Idziemy coś zjeść? - Spytał pogodnie. Pokiwałam żywo głową i złapałam za pasek od torby, którą następnie przewiesiłam przez ramię. Draco również chwycił za swoją teczkę po czym ruszył w stronę drzwi. Chwycił za klamkę i otworzył je, usuwając mi się z drogi. Skinęłam lekko głową, przechodząc obok i oboje opuściliśmy dormitorium, zostawiając Blaise'a, który udawał, że twardo spał.
Na korytarzu dało się słyszeć pewne zaspane głosy, wydobywające się z niektórych dormitoriów. Zeszliśmy na dół do Pokoju, gdzie również snuło się parę postaci. Mijając młodszych uczniów opuściliśmy pomieszczenie i udaliśmy się chłodnymi korytarzami w stronę Wielkiej Sali. Draco opowiadał mi co nieco o książce, którą od niego pożyczyłam. Ja natomiast słuchałam uważnie, zaciekawiona fabułą. Byłam pod lekki wrażeniem, że Draco sięga po takiego typu książki. To dobrze oczywiście, bo będę miała od kogo je pożyczać. Szliśmy więc tak przez korytarze, gdy moją uwagę przykuł skrawek granatowej szaty, który zniknął w jednym z zaułków. Towarzyszył temu cichy stukot butów o marmurową podłogę. Zwolniłam lekko kroku, wpatrując się w tamto miejsce. Draco skręcił w stronę Wielkiej Sali, jednak ja zatrzymałam się, skupiona na tamtym rozgałęzieniu korytarzy. Chłopak urwał swoją opowieść i również zatrzymał się, widząc, że jego towarzyszka została w tyle. Odwrócił się w moją stronę i spojrzał niepewnie.
- O co chodzi? - Spytał, zbity z tropu.
Już miałam mówić, że wszystko w porządku i wrócić do naszej rozmowy, gdy nagle do moich uszu dobiegł ten sam, lecz o wiele cichszy stukot butów. Wzięłam głęboki wdech, rozpoznając ten charakterystyczny chód. Po chwili spojrzałam na Dracona z uśmiechem.
- Wszystko w porządku. Idź na śniadanie. Ja zaraz dołączę - powiedziałam bardzo spokojnie. Ten spojrzał na mnie dziwnie. Przewróciłam teatralnie oczami. - Skocze tylko do łazienki - dodałam z uśmiechem.
Draco w końcu pokiwał głową i oddalił się w stronę Wielkiej Sali. Ja natomiast spojrzałam tam, gdzie mignął mi kawałek drogiej szaty. Ruszyłam w tamtym kierunku spokojnie. Dochodząc do celu skręciłam w zaułek i ruszyłam do oczywiście zaciemnionego kąta, bo gdzieby indziej. W półmroku niedoświetlonego korytarza dostrzegłam mimo wszystko lśniące buty, bardzo dobrze ubranego mężczyzny. Brązowa kamizelka, przykrywająca jasną koszulę, uderzała drogimi zdobieniami. Jej skrawek wyłaniał się spod eleganckiej marynarki. Na to narzucona była ciemnogranatowa szata wierzchnia. Ona również nie wyglądała na najtańszą, zwieńczona kunsztownymi, metalowymi elementami w kolorze starego złota. Broda starszego mężczyzny o blond włosach była dumnie podniesiona. Dłonie, jak zwykle, miał splecione za plecami. Podeszłam spokojnie do Corbana. Gdy byłam wystarczająco blisko, mężczyzna skinął głową.
- Witaj Rebeko -odezwał się cicho, ale bardzo wyraźnie.
- Dzień dobry Yaxley. Co cię sprowadza na te stare śmieci? - Spytałam bez cienia uśmiechu. Jemu jednak humor najwidoczniej dopisywał.
- Załatwiam pewne sprawy ze starym przyjacielem - odparł po czym uniósł wzrok ponad moją głowę. Jego twarz rozświetlił jeszcze szerszy uśmiech. Odwróciłam się niepewnie i w oddali ujrzałam przemykającego korytarzem Barty'iego Croucha Juniora. Zmarszczyłam brwi widząc jego lekko przygarbioną postać, która szybko zniknęłam nam z pola widzenia. Spojrzałam na Yaxley'a ponownie.
- Co wy tu robicie? - Spytałam ostro. Mężczyzna spojrzał na mnie jednak z góry, niewzruszony moim zdenerwowaniem.
- Mówiłem, Bartemiusz ma tu pewną sprawę do załatwienia z jedną Gryffonką. Ja mu jedynie towarzyszę i będąc tu pomyślałem, że sprawdzę jak się miewasz po śmierci brata. Widzę jednak, że bardzo dobrze się bawisz z młodym Malfoy'em. Chodzicie na romantyczne schadzki? - Spytał drwiąco, przekrzywiając lekko głowę na bok. Zwęziłam groźnie oczy.
- Róbcie sobie co chcecie, bylebyście nie wtrącali się przedwcześnie. I co cię obchodzi to, jak się czuję po śmierci Toma? Nie byłam z nim zbytnio związana, wiesz dobrze. Jak z każdym właściwie.
Yaxley zaśmiał się cicho.
- Już nie musisz się tak wysilać, tworząc wokół siebie tę bezduszną otoczkę. Okazujesz wystarczającą słabość, śliniąc się u boku syna Lucjusza. Dzisiejsza wizyta Barty'iego w Hogwarcie nie jest jego pierwszą w tym roku. Widział to i owo - powiedział z tryumfalnym uśmiechem na ustach. Poczułam nieznośne gorąco od środka, stale nasilające się. Z zewnątrz jednak starałam się zachować spokój.
- A wy nie macie co robić tylko uganiacie się za jakimiś szlamami w Hogwarcie? Poza tym pomyśl trochę - burknęłam. - Z jakiego powodu miałabym okazywać mu sympatię? Chyba nie ze względów miłosnych. Tego nie znajdziesz u osoby zrodzonej z eliksiru miłosnego - dodałam z opanowaniem. Yaxley pokiwał głową z niedowierzaniem, jakby słuchał mugolskiego dziecka, które opowiada, że spotkało stado jednorożców u siebie w pokoju. - Jeżeli to tak bardzo spędza sen z twoich powiek to wiedz, że staram się przeciągnąć Dracona na naszą stronę. Dobrze jest mieć paru szpiegów, jak sam pan wie, panie Szefie Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów.
Uśmiech zszedł z jego twarzy. W momencie spoważniał. Jednak nie dał, bym zaczęła górować w tej rozmowie. Dalej pozostawał tak dumnie wyprostowany.
- Przestań udawać, że wiesz co robisz. Sytuacja wymyka ci się spod kontroli, a ty nie wiesz jak zareagować. Miotasz się jak dzieciak - powiedział z lekką odrazą w głosie.
- Jeszcze słowo... -zaczęłam groźnie, lecz ten przerwał mi, wcinając mi się w słowo.
- To co? Potraktujesz mnie Cruciatusem jak Bellatrix, czy naskarżysz bratu?
Wpatrywałam się w jego parszywe, niebieskie oczy. Chciał mnie sprowokować. Chciał żebym poparła jego teorię. Jednak nie zamierzałam tego zrobić. Po moim rozkładającym się trupie. Uśmiechnęłam się więc do niego spokojnie.
- Mam gdzieś co sobie myślisz o tym wszystkim. Naprawdę - powiedziałam pogodnie, kładąc dłoń na swojej klatce piersiowej. - Czy naskarżę bratu gdy wróci? Wymyślę coś lepszego, by wgnieść cię w ziemie na jego oczach. Nie rób takiej miny, bo przecież wiem jak dalece możesz się posunąć, tylko po to, by przypodobać się Czarnemu Panu - ciągnęłam dalej z satysfakcją na twarzy patrząc jak powoli maleje przede mną. - W pewnym sensie rozumiem dlaczego mi nie ufasz i wytykasz każde potknięcie. Pojawiłam się nagle, by zastąpić Toma. Nie wiecie do końca jaka jestem i do czego jestem zdolna. Jednak doszukuję się tu pewnej nieufności do Czarnego Pana, jako osoby, która mnie wybrała na swoje miejsce. Nie Bellatrix, Snape'a, czy choćby ciebie, Corbanie. Mnie. Chyba Lord Voldemort nie pozwoliłby sobie na to, by Jego miejsce zajął niedoświadczony i miotający się dzieciak - dokończyłam. - Prawda?
- To bez znaczenia. Śmierciożercy ci nie ufają. Coraz bardziej szepczą za twoimi plecami - powiedział ze spokojem. Westchnęłam cicho i zrobiłam krok w jego stronę. Przewyższał mnie o głowę. Uniosłam więc lekko brodę i spojrzałam mu w oczy.
- Nie mają wyjścia. To nie jest zabawa w domek. To wojna, Yaxley. Albo będziecie słuchać mnie i tego co mówi Tom, albo rozpierzchniecie się i przegracie. Nawet jeśli będziecie mieć tyle szczęscia i traficie do Azkabanu to nie zaśniecie spokojnie. Tom was znajdzie. Nie daruje wam zdrady. Nie w takim momencie - powiedziałam cicho, mrużąc lekko oczy. Wskazałam brodą jego przedramię skryte za plecami. - Ten znak nie jest zwykłą ozdobą, albo pamiątką mrocznej przeszłości. To znak świadczący o przynależności. Wiecznej - dodałam, mówiąc ściszonym, ale stanowczym głosem.
Yaxley patrzył na mnie z góry, starając się zachować resztki przewagi. Jednak oboje wiedzieliśmy, że przegrał. Oswobodził ręce zza pleców i poprawił marynarkę. Jego duży pierścień zalśnił mi przed twarzą.
- Powiedziałbym żebyś uważała na swoich przyjaciół, ale jak sama powiedziałaś, nie jesteś zżyta z nikim. Nie będzie ci więc przeszkadzało, gdy Barty zajmie się twoją koleżanką z Gryffindoru - burknął cicho po czym minął mnie, szturchając przy tym swoim kościstym ramieniem. Stałam w miejscu, nasłuchując stukotu jego butów i przeczesując umysł w poszukiwaniu odpowiedzi na jego zagadkowe pożegnanie. Gdy stukot ustał, na moich wargach pojawiło się jedno urwane słowo. Riley.

























Tworzenie tego rozdziału było straszne. Nie miałam pomysłu na niego, a nie chciałam rozmywać fabuły, bo nie tyle Wy zasnęlibyście czytając to, to ja uderzyłabym czołem o klawiaturę pisząc to. Jednak coś przyszło mi do głowy i chyba dostałam zastrzyku weny (oby). 
Mam jednak nadzieję, że ktoś tu jeszcze jest. Podzielcie się swoją opinią na temat tego rozdziału w komentarzu. Pozdrawiam Was cieplutko i oby ten rok był lepszy od poprzedniego
~T

Komentarze

  1. Nawet nie wiesz jak mi cię brakowało. Tak się cieszę, że wróciłaś :D Witaj znowu skarbie.
    Tak strasznie podoba mi się rozwijająca się relacja Draco i Bekah, są tacy uroczy. Tak cudownie nieporadni w swoich działaniach, że tylko można się uśmiechać przy fragmentach z nimi.
    No i moja twarz była tak wesoła, jak tylko przeczytałam o Yaxleyu i Crouchu. Moich dwóch okropnie cudownych i ulubionych Śmierciożercach. YAAAS.
    Ah, i jeszcze jak przy koleżance z Gryffindoru Bell pomyślała o Ley, aww c:
    Kochanie, mam nadzieje, ze kolejny rozdział będzie szybciej, niż ten.
    Pozdrawiam i kocham, Black

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

rozdział XXV

rozdział XXX