rozdział XXXV

Zeszłam powoli na dół, cały czas trzymając się mocno barierki. Stanęłam na ciemnym i zimnym kamieniu, pokrywającym podłogę holu. Podeszłam parę kroków w przód. Skrzat domowy Bellatrix stał przerażony obok schodów. Gdy przechodziłam obok, znów pochylił nisko głowę. Po chwili jednak przemknął się i pognał na górę, by pomóc kobiecie. Nawet nie próbowałam go zatrzymać. Nie miałam powodu. Skończyłam to, co miałam zrobić na ten moment.
Zacisnęłam mocno powieki, pochylając głowę. Teleportacja tutaj i silne zaklęcie, jakie rzuciłam na Lestrange wyczerpało mnie. Nieprzespana noc, ostatnie zmartwienia i obecna sytuacja dawały mi się we znaki. Nie mogłam jednak pozwolić sobie w tym momencie na błąd, dlatego bardzo mocno skupiłam się na jednym z korytarzy Hogwartu. Nagle poczułam charakterystyczne szarpnięcie. Nie widziałam nic prócz ciemności. Wtem poczułam zmianę temperatury. Moje nagie ramiona owiał chłód. Zadrżałam lekko. Nie czułam jednak żadnego bólu, żadnych braków. Można więc sądzić, że teleportacja się udała. Otworzyłam powoli oczy. Ujrzałam chłodne wnętrze zamku. Znajdowałam się na korytarzu, którego ściana była ozdobiona ogromnymi wnękami, przez które wdzierał się chłodny wiatr. Na szerokich parapetach leżał biały puch. Nie mam pojęcia dlaczego wybrałam tak beznadziejne miejsce na teleportację. Już miałam ruszać w stronę swojego dormitorium, gdy nagle poczułam czyjąś obecność. Zamarłam w bezruchu. Nie chciałam się odwracać. Wiedziałam, że tam jest. Stoi pewny siebie i gotowy na to, by zaatakować. Tym razem był w stanie. Był silniejszy gdy ja z kolei byłam wycieńczona. Zamknęłam oczy, starając się to powstrzymać, zapanować nad sytuacją. Wiedziałam jednak, że przegrałam, gdy usłyszałam ten okropny, niski głos zaraz za moim uchem:
- Witaj Rebekah.
Ponownie zadrżałam. Tym razem jednak nie z zimna, a z przerażenia. Poczułam jakby cały kolor zszedł z mojej twarzy. Nogi stały się nienaturalnie giętkie. Dłonie zaczęły drżeć. Serce w momencie przyspieszyło. Bałam się, że za chwilę wyskoczy z mojej klatki piersiowej.
- Nic nie powiesz? - Zamruczał. Czułam jego zimny oddech na karku.
W tym momencie mój umysł podpowiadał mi tylko jedno, bardzo proste, a tym samym mało odkrywcze rozwiązanie. Nie miałam jednak nic w zanadrzu. Rzuciłam się więc przed siebie najszybciej jak mogłam. Serce biło między żebrami jak szalone. Zaczęłam nabierać spore hausty zimnego powietrza w płuca. Nie trzeba było długo czekać na piekący ból w klatce piersiowej. Czując tę beznadziejną bezsilność skręciłam w prawo. Desperacko biegłam przed siebie. Słyszałam za sobą ten potworny dźwięk śledzących mnie stóp, uderzających równomiernie o zimną podłogę korytarza. Oczy napełniły się łzami bezradności. Machałam drżącymi dłońmi jak osoba niespełna umysłu.
Nie chciałam tego. Tak bardzo nie chciałam go spotykać. Nie chciałam ponownie tego przeżywać. Czuć tych odrętwiałych nóg, łomoczącego serca, sparaliżowanego ciała i tej cholernej pustki w sercu. Uczucia które mówiło, że już nigdy nie zaznam spokoju, nigdy nie zaznam szczęścia. Przecież nie potrafisz kochać, Rebekah. Na co ty liczysz? Nagle wprost z mojej klatki piersiowej wyrwał się histeryczny szloch. Nie potrafiłam myśleć trzeźwo w tym momencie. Pozwoliłam by łzy ściekały po policzkach, kapały z drążącej brody.
Desperacko skręciłam w kolejny korytarz. Przebiegłam parę metrów, zaślepiona łzami. Nagle czyjeś silne dłonie gwałtownie mnie zatrzymały, łapiąc za moje nagie ramiona. Do płuc wdarła się spora ilość zimnego powietrza. Momentalnie odwróciłam głowę. Rozwartymi z przerażenia oczami omiotłam korytarz. Nikogo tam jednak nie było. Strach zniknął tak, jakby w ogóle go tam nie było. Wtem poczułam jak człowiek, który trzymał mnie za ramiona przysunął mnie do siebie i przytulił do swojej rozbudowanej klatki piersiowej. Poczułam jego ciepło, którego tak bardzo teraz potrzebowało moje ciało. Jego silne ramiona otoczyły moje plecy, chroniąc mnie przed wszelkim złem. Odwróciłam głowę i spojrzałam w górę. Łzy wypływające z moich oczu zmieniły kierunek i pomknęły z kącików w stronę skroni. Niewiele wyżej w stosunku do mojej głowy ujrzałam twarz Dracona. Od razu dostrzegłam jego szare oczy, które patrzyły na mnie tak troskliwie i ciepło, że poczułam się jakbym stała w najbezpieczniejszym miejscu na ziemi. Zmarszczone brwi wyrażały jednak zmartwienie. Idealnie zarysowane wargi były lekko zaciśnięte. Ten sam wyraz twarzy widziałam, gdy leżałam w Skrzydle Szpitalnym. Poczułam również to samo uczucie, które wręcz krzyczało mi do ucha ’Jesteś bezpieczna’. Pociągnęłam cicho nosem i powoli położyłam głowę na jego mostku. Zamknęłam oczy o wiele spokojniejsza. Wtem usłyszałam bicie jego serca. Rytm był nieco przyspieszony, ale biło równomiernie. Zaciskając mocniej powieki objęłam jego plecy dłońmi. Jak mogłam uciec z tak bezpiecznego miejsca?
Nagle Draco delikatnie pocałował mnie w czubek głowy, a następnie oparł brodę o to miejsce. Przywarłam do niego jeszcze mocniej. Moim ciałem zaczęły targać nieregularne drgawki. Nie potrafiłam tego powstrzymać. Ponownie z mojego gardła wydarł się niekontrolowany wybuch płaczu. Zaczęłam cicho szlochać w jego brązowa koszulkę. Poczułam jak jego dłoń gładzi moje plecy. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego on tak bardzo o mnie dba. Dlaczego w jego ramionach odczuwam takie poczucie bezpieczeństwa?
Chwilę staliśmy tam, wtuleni w siebie, póki się nie uspokoiłam. Gdy to nastąpiło Draco bez słowa podniósł moje zmęczone ciało. Jego mięśnie napięty się pod moim ciężarem, jednak w ciągłym milczeniu ruszył do lochów. Gdy ukradkiem spojrzałam na niego, jego twarz była bardzo poważna. Nie znalazłam żadnego śladu tamtego radosnego chłopaka. Teraz był bardzo skupiony i zdeterminowany. Nie do końca rozumiałam skąd wzięła się u niego ta zaciętość. Jednak bez śladu zmęczenia przeniósł mnie przez Pokój Wspólny. Wspiął się po schodach. Zręcznie otworzył drzwi od dormitorium numer 5 po czym wszedł do środka. Bardzo delikatnie położył mnie na swoim łóżku. Szybko sięgnął po koc, leżący na fotelu po czym przykrył mnie nim bardzo troskliwie. Jego zmartwiony wzrok dokładnie sprawdził, czy byłam szczelnie przykryta, aż spojrzał w moje oczy, które były w niego utkwione. Zwinęłam się lekko pod kocem. Draco pogładził mój policzek ciepłą dłonią.
- Dziękuję - wybełkotałam zachrypniętym głosem.
- Zawsze do usług - wyszeptał z ledwo widocznym uśmiechem na ustach.
- I przepraszam - mruknęłam jeszcze ciszej, niesamowicie zawstydzona.
Draco delikatnie przechylił głowę, patrząc na mnie troskliwie. Delikatnie naciągnął koc na moje odkryte ramię.
- Teraz śpij - powiedział spokojnie.
Prawdę mówiąc, z tymi słowami zasnęłam wyczerpana. W snach jednak nie nawiedziły mnie żadne przykre wspomnienia, dzięki czemu mogłam przespać w spokoju parę godzin. Obudził mnie dopiero pewien trzask. Otworzyłam zatem szeroko oczy, wzdrygając się lekko. Oczy szybko przyzwyczaiły się do jasnego pomieszczenia. Niedługo po tym ujrzałam Dracona, który stoi z niepewną miną i wlepia we mnie przepraszający wzrok. Spojrzałam na podłogę i dostrzegłam kawałki zbitego szkła. Prawdopodobnie szklanki. Westchnęłam ciężko, brutalnie wyrwana ze snu i przetarłam oczy.
- Wybacz, nie chciałem cię budzić - mruknął cicho Ślizgon i zaczął zbierać kawałki szkła.
Kiwnęłam lekko głową. Następnie rozchyliłam powieki i spojrzałam  sufit. Egon, Bellatrix, Strach, Draco. Wspomnienia wczorajszego dnia szybko ukazały mi się przed oczami. Wiele poszarpanych wątków ułożyło się w całość. Odwróciłam nagle głowę i spojrzałam na chłopaka. Malfoy naprawił właśnie zbitą szklankę szybkim zaklęciem. Następne odłożył ją do szafki. Wpatrywałam się w jego zarysowaną sylwetkę. Na ciemnozielony sweter, który niedbale wychodził zza paska od spodni. Patrzyłam jak powoli odwraca się w moją stronę. Jak jego beznamiętny wzrok, który nie pozwalał odgadnąć jego myśli, powoli spoczywa na mojej nędznej osobie. Powoli wsunął dłonie w tylne kieszenie swoich czarnych spodni. Czułam jakby ta chwila trwała wiecznie. Nie potrafiłam znieść tego pełnego goryczy spojrzenia. Wiedziałam, że zraniłam go swoim zachowaniem. Nie jestem chyba jednak w stanie mu tego wyjaśnić. Wątpię by był w stanie to zrozumieć.
Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej. Zwiesiłam nogi z łóżka. Każdy mój ruch pośród tej przejmującej ciszy brzmiał jak wybuch granatu. Spojrzałam na niego powoli. Nie zmienił pozycji, nastawienia, spojrzenia. Jego szare oczy wciąż były wlepione we mnie.
- Przepraszam - zachrypiałam. Po kolejnej cholernie długiej chwili kiwnął spokojnie głową. Spuściłam wzrok. Kolejny raz uświadamiam sobie jak bardzo jestem beznadziejna w tego typu rozmowach. Nagle usłyszałam ciche westchnienie. Ja jednak ciągle wgapiałam się w swoje kolana.
- Z jednej strony cieszę się, że stało się tak jak się stało, bo mamy możliwość żeby o tym wszystkim porozmawiać. Bo jednak nie chciałbym tkwić w tym wszystkim nie wiedząc, że ty masz na to inny pogląd - powiedział cicho lecz zaskakująco spokojnie.
Zerknęłam na niego niepewnie. Draco miał zwieszoną głowę. To było dla niego trudne. Dla mnie również... Jego ramiona uniosły się i chwilę później powoli opadły w cichy westchnieniu.
- Nie mam zamiaru cię do niczego zmuszać. Zrobisz jak uważasz, ale... - urwał nagle. Nerwowo potarł kark. Po chwili uniósł wzrok i spojrzał na mnie. - Bardzo cię kocham. Nigdy nie spotkałem tak wyjątkowej osoby jak ty. Bardzo... Bardzo chciałbym być przy tobie...  - ponownie urwał. Miałam wrażenie, że chciał coś jeszcze powiedzieć lecz się powstrzymał. Umilkł niezbyt wiedząc jak ubrać swoje pogmatwane myśli w słowa. Ponownie spuścił głowę zrezygnowany.
Nie mogłam dłużej tak na niego patrzeć. Jak wiele bólu mu zadaję. Wstałam więc i ruszyłam powoli w jego stronę. Draco spojrzał na mnie ze smutkiem. Ja natomiast zatrzymałam się w niewielkiej odległości od niego. Nieśmiało uniosłam wzrok, by na niego spojrzeć. Jednak na jego przygnębionej twarzy nie znalazłam żadnej podpowiedzi. Zgarnęłam nerwowo kosmyk włosów z mojego czoła i wetknęłam go za ucho. Nie wiedząc do końca jak ubrać swoje myśli w słowa, wyciągnęłam nieśmiało dłoń przed siebie. Malfoy spojrzał na nią po czym wysunął swoją z kieszeni i ujął ją. Uśmiechnął się blado. Tak samo jak ja. Nabrałam powietrza w płuca.
- Ciężko mi jest wyrazić to co czuję, bo sama nie do końca to rozumiem, jednak... - wymamrotałam cicho i uniosłam wzrok, by spojrzeć mu w oczy. - Wiem na pewno, że nie jesteś dla mnie obojętną osobą. Dlatego nie mogę przeżyć tego, że tak bardzo cię ranię -mruknęłam cicho i dostrzegłam smutek w jego oczach. Nabrałam powietrza w płuca. Następnie uważnie spojrzałam w jego szare oczy. - Draco - zagadnęłam cichutko, na co on lekko skinął głową, wlepiając wzrok w mój podbródek, jakby szykował się na najgorsze. Ja jednak uśmiechnęłam się blado. Nachyliłam się lekko, by być jak najbliżej niego. - Kocham cię - wyszeptałam. Ten dopiero po paru chwilach uniósł wzrok. Jego oczy napełniły się łzami, a kąciki ust powędrowały nieśmiało do góry. Chwilę później tuliłam się do niego. Obejmował mnie bardzo pewnie. Czułam jak radośnie uśmiecha się w moje ramię. Zamknęłam oczy, czując błogi spokój. O dziwo. W tak szalonym momencie mojego życia.






















Wiem, że rozdział króciutki, ale więcej chyba z niego nie wyduszę. Bardzo długo wisiał on w 'roboczych' i po prostu nie miałam natchnienia, by go skończyć. Zdarza się i tak. Mam jednak nadzieję, że podzielicie się ze mną swoimi odczuciami na jego temat.
Pozdrawiam Was cieplutko.

Komentarze

  1. O jeeeejku, dawno nie czytałam tak uroczego rozdzialu, znaczy się przynajmniej jak wszedł Draco.
    Czuje, ze to jest jedno z lepszych OTP, no i większość jest szczesliwa jak faktycznie są razem.
    Nwet niewiesz jak się ciesze jak widzę że napisałaś kolejny rozdział, bo wiem jak z tym trudno przez przygotowania do studiów.
    Dlatego pisz kochanie równie uroczo i szybko.
    Pozdrawiam, Black

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

rozdział XXV

rozdział XXX

rozdział XXXVII